Katowice: zabytkowe urządzenia Huty Baildon potrzebują ratunku

2006-08-07

Na terenie likwidowanej Huty Baildon znajduje się kilkanaście zabytkowych maszyn. Część z nich zaniedbano i padły łupem złomiarzy. Na szczęście najcenniejsza z nich, maszyna parowa z 1905 roku, uniknęła całkowitego zniszczenia - pisze "Gazeta Wyborcza" (Katowice).

Gdy w 2001 roku rozpoczęto likwidację Huty Baildon, powstał plan przestrzennego zagospodarowania, który następnie został uchwalony przez radę miasta Katowic. Zapisano w nim, które zabytkowe maszyny należy objąć ochroną. Dzięki temu miały uniknąć dewastacji czy zezłomowaniu tak, by w przyszłości można je było wyeksponować dla zwiedzających.

- Niestety, prawo okazało się martwe, bo wiele maszyn zostało bezpowrotnie zniszczonych. Zburzono budynki kuźni i młotowni i był to koniec dla urządzeń tam pracujących - prasy parowej oraz młotów parowych - choć maszyny pochodziły z 1917 roku - mówi Andrzej Karol, przewodniczący komisji międzyzakładowej NSZZ "Solidarność" Huty Baildon.

Budynki wykupił prywatny właściciel, dwa młoty sprzedał centrum handlowemu Silesia City Center. Stoją teraz na placu przed wejściem. Jeden pomalowano na żółto, drugi na niebiesko. Prasa została jednak zniszczona, bo nie udało jej się zdemontować.

Prawdziwą perłą Huty Baildon jest maszyna parowa z 1905 roku, zbudowana w Erhardt Sehmer Saarbrucken. Pracowała w walcowni bruzdowej do samego końca, czyli do momentu ogłoszenia upadłości zakładu 16 maja 2001 roku. Była w idealnym stanie. Gdy w 1998 roku oglądali ją inżynierowie-muzealnicy z Wielkiej Brytanii, byli zachwyceni. Nie mogli się nadziwić, że wciąż sprawnie działa. Niestety, ostatnio maszyna została ogołocona z dużej części oprzyrządowania. Szabrownicy rozkradli tłoki, zawory, pasy transmisyjne. Dziś maszyna jest w dużej mierze pordzewiała. Jej losem zainteresował się zarząd "Solidarności" Huty Baildon. - Na tej maszynie parowej wykształciło się parę pokoleń baildonowców, dbali o nią, chuchali, dmuchali. Każdy jej element wręcz lśnił. Strasznie martwi nas jej obecny stan - mówi Andrzej Karol.

Nie wiadomo jednak, kto dopuścił do takiego stanu rzeczy: syndyk masy upadłościowej czy obecny właściciel BGH Polska. Ta firma o niemieckim kapitale wykupiła 11 ha terenu huty i buduje tutaj potężny zakład. Zaczęła w zeszłym roku od wyburzenia starych hal hutniczych. Kilka miesięcy temu rozpoczęła demontaż walcowni i pozostawiła tylko fragment budynku nad maszyną parową. Zdaniem Karola nie zabezpieczyła dobrze maszyny i doszło do kradzieży elementów wykonanych z metali kolorowych.

BGH oponuje. - Od początku maszyna była zabezpieczona. Dostaliśmy ją już w takim stanie - zapewnia Tadeusz Imiolczyk, prezes firmy.

Jadę zobaczyć maszynę. Po na pół zrujnowanej hali oprowadza mnie Andrzej Biernacki, inspektor nadzoru budowlanego BGH. Pokazuje zabezpieczenia hali. Ogrodzono ją... powiewającą na wietrze biało-czerwoną taśmą. W ciągu dnia pracują tu ludzie przy demontażu, ale nocą nikt nie pilnuje.

Maszyna znajduje się w dobudówce. Żeby do niej dojść, musi nam pomóc koparka, która przesunie kupę złomu blokującego wejście. Dodatkowym zabezpieczeniem jest kłódka. W środku znajduję jednak otwarte okienka, przez które spokojnie przeciśnie się dorosły człowiek. - Zależy nam na zachowaniu maszyn. Rozbieramy halę, pozostawimy jednak na miejscu maszynę parową oraz maszynę o silniku elektrycznym z lat 30. XX wieku. Cały teren od strony ulicy Żelaznej będzie zielonym skwerem, otwartym dla mieszkańców. Główną atrakcją będą zabytkowe urządzenia przykryte lekkimi daszkami. Pojawią się opisy historyczne. Projekt będziemy konsultować z wojewódzkim konserwatorem zabytków - wyjaśnia Biernacki.

Czy maszyny uległy poważnym uszkodzeniom? - Są w całkiem dobrym stanie. Gdyby tak wyglądały wszystkie maszyny, byłoby dobrze - mówi Piotr Wybraniec, konserwator wojewódzki, zajmujący się zabytkami techniki.

Nie przekonuje to jednak hutniczej "Solidarności". Działacze zawiadomili prokuraturę o popełnieniu przestępstwa i liczą na wykrycie winnych obecnego stanu maszyny parowej.

- Nasze prawodawstwo w znikomej formie chroni zabytki ruchome, jak np. urządzenia techniczne. Tylko właściciel może się starać o wpisanie ich na listę zabytków, co oczywiście się prawie nie zdarza, bo to tylko dla niego kłopot i zmartwienie. Także likwidacja dużych zakładów przebiega u nas chaotycznie, są zagmatwania własnościowe, a jak coś jest niczyje, to się tego nie chroni. Stąd często urządzenia techniczne znikają, a my nie możemy nawet interweniować - mówi Wybraniec.

W województwie śląskim jest tylko dwóch konserwatorów zajmujących się zabytkami techniki.

Źródło:Gazeta Wyborcza (Katowice)


  • Tradycja i polityka gospodarcza

    Gość: Zenon | 2006-08-07

    Lepiej późno niż wcale... dodać komentarz. Artykuł traktuje wyłącznie o zabytkowych urządzeniach technicznych. "Zabytkowych"!? - maszyna parowa pracowała do końca, tj do ogłoszenia upadłości Huty Baildon w 2001 roku. Huty, która powstała w 1823 roku!!!, Huty, która przetrwała w dobrej kondycji I i II Wojnę Światową, że o Stalinogrodzie nie wspomnę, Huty, w której jako chyba w jedynym zakładzie pracy w Polsce od lat międzywojennych do wczesnych 60-tych stał odlany przez jej pracowników posąg Marszałka Piłsudskiego - zniszczony przez aktywistów PZPR, Huty która dawała pracę wielu pokoleniom wysokiej klasy fachowcom, fachowców w ostatnim pokoleniu bezczelnie wyrzuconych na bruk z moim zdaniem wyłącznie politycznych powodów - bo wejście do Unii Europejskiej warunkowane było m.in ograniczeniem produkcji przez Polskie Hutnictwo..., a kto w chwili obecnej dominuje w Europie w produkcji wyrobów hutniczych?, kto jak świnia do koryta "ciśnie" się z inwestycjami nawet do byłej nierentownej Huty Baildon?. Tyle o tradycji, ale nie do końca. Decyzja o upadłości Huty została podjęta, powołano Syndyka masy upadłościowej, czy maszyny, budynki Huty Baildon S.A. w upadłości nie stanowią masy upadłościowej???, kto odpowiada za dewastację uznanych za zabytkowe obiektów na terenie Huty? Odpowiedź jest banalnie prosta - wieczny Syndyk masy upadłościowej, któremu niedługo nie istniejąca już przecież Huta będzie musiała wypłacić nagrodę jubileuszową za długoletnią pracę. Ale cóż, niekompetencja, obłuda, nieodpowiedzialność to dzisiaj standard, pytanie tylko jak długo...

  • Tradycja i polityka gospodarcza

    Gość: Zenon | 2006-08-07

    Lepiej późno niż wcale... dodać komentarz. Artykuł traktuje wyłącznie o zabytkowych urządzeniach technicznych. "Zabytkowych"!? - maszyna parowa pracowała do końca, tj do ogłoszenia upadłości Huty Baildon w 2001 roku. Huty, która powstała w 1823 roku!!!, Huty, która przetrwała w dobrej kondycji I i II Wojnę Światową, że o Stalinogrodzie nie wspomnę, Huty, w której jako chyba w jedynym zakładzie pracy w Polsce od lat międzywojennych do wczesnych 60-tych stał odlany przez jej pracowników posąg Marszałka Piłsudskiego - zniszczony przez aktywistów PZPR, Huty która dawała pracę wielu pokoleniom wysokiej klasy fachowcom, fachowców w ostatnim pokoleniu bezczelnie wyrzuconych na bruk z moim zdaniem wyłącznie politycznych powodów - bo wejście do Unii Europejskiej warunkowane było m.in ograniczeniem produkcji przez Polskie Hutnictwo..., a kto w chwili obecnej dominuje w Europie w produkcji wyrobów hutniczych?, kto jak świnia do koryta "ciśnie" się z inwestycjami nawet do byłej nierentownej Huty Baildon?. Tyle o tradycji, ale nie do końca. Decyzja o upadłości Huty została podjęta, powołano Syndyka masy upadłościowej, czy maszyny, budynki Huty Baildon S.A. w upadłości nie stanowią masy upadłościowej???, kto odpowiada za dewastację uznanych za zabytkowe obiektów na terenie Huty? Odpowiedź jest banalnie prosta - wieczny Syndyk masy upadłościowej, któremu niedługo nie istniejąca już przecież Huta będzie musiała wypłacić nagrodę jubileuszową za długoletnią pracę. Ale cóż, niekompetencja, obłuda, nieodpowiedzialność to dzisiaj standard, pytanie tylko jak długo...

Dodaj komentarz