Dodaj ofertę za darmo

Rosnące ceny prądu są zagrożeniem dla hut

2009-01-21

Hutnictwo stali i metali kolorowych zużywa rocznie 10,5 TWh energii, co stanowi ok. 7 proc. krajowej produkcji.

ArcelorMittal, który ma w naszym kraju cztery huty, zużyje w tym roku ok. 2 terawatogodzin energii. Zdaniem grupy wzrost cen energii musi się przełożyć na wzrost cen gotowych wyrobów. Henryk Hulin, prezes huty ArcelorMittal Warszawa, która wykorzystuje do produkcji elektryczne piece łukowe, szacuje udział energii w kosztach wytwarzania np. prętów czy kształtowników na 16 proc. Jerzy Kozicz, prezes huty CMC Zawiercie, ocenia że podwyżki drastycznie osłabią konkurencyjność polskich wyrobów. Trudniej będzie z wyższymi cenami na polską stal rywalizować na regionalnym rynku.

Hutnictwo stali i metali kolorowych zużywa rocznie 10,5 TWh energii, co stanowi ok. 7 proc. krajowej produkcji. Producenci stali zaakceptowali podwyżki, bo nie mieli wyboru, jak większość hut - twierdzi prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej Romuald Talarek. Podwyżki uderzają w huty, gdy większość z nich boryka się z mniejszym popytem spowodowanym kryzysem. Postoje, przyspieszone remonty pieców czy zmniejszanie produkcji jest już na porządku dziennym. Zdaniem Talarka w tej sytuacji podwyżki cen energii to prawdziwa katastrofa. Hutnicza izba obliczyła, że produkcja stali pochłania w kraju 6 - 6,6 terawata energii, ale mimo to huty nie cieszą się na energetycznym rynku specjalnymi względami. Na dodatek były problemy z zawarciem wieloletnich umów.

Huty już w grudniu apelowały do ministra gospodarki o pomoc, ale bezskutecznie. Ceny dla przemysłu zostały uwolnione kilka lat temu, więc sprzedawcy energii nie muszą mieć zgody prezesa Urzędu Regulacji Energetyki na wprowadzenie podwyżek. Odbiorcy przemysłowi mogą liczyć jedynie na dobrą wolę energetyków. Szefowie największych firm z branży zapewniają, że przystąpią do renegocjacji kontraktów z przemysłem, o ile sami wcześniej zdołają przekonać kopalnie do obniżenia cen węgla. Ale mają na to niewielkie szanse.

Źródło: Rzeczpospolita